Mam dwadzieścia osiem lat i zaczynam życie od nowa.
Zawsze wydawało mi się, że coś w życiu musi być trwałe, mimo tej wszechobecnej teraźniejszości, mimo tej ogromnej ulotności każdego pojedynczego dnia. Mimo zmieniających się pór roku, mimo następstwa dnia i nocy, mimo szybko postępującego zidiocenia, które na pewno jest chorobą cywilizacyjną naszych czasów. Mimo zmieniających się trendów i gustów, mimo wyboru nietypowych ścieżek życia przez typowych ludzi, mimo tego, że bardziej piszemy niż rozmawiamy. Jednak zawsze myślałam, że jest tu coś trwałego, pewnego, takiego wiesz, na zawsze.
Nat King Cole śpiewał "When I fall in love, it will be forever, or I never fall in love". Śpiewałam z Tobą, Nat, śpiewałam z Tobą. Wszechświat mi świadkiem, że śpiewałam! I ten sam wszechświat zaśmiał się głośno, spoważniał, zmrużył oczy i zapytał "Ej, serio? Serio myślałaś, ze to na zawsze?". Myślałam, wierzyłam, chciałam.
"I teraz bym kur.a nie miał ręki!".
Opowiem Ci o sobie. Opowiem Ci o swoich lękach i bolączkach, o radości i uśmiechu w deszczową pogodę, o tym, co warto a czego nie. O słowach pisanych i tych śpiewanych, o filmach kostiumowych i tych "normalnych". O życiu, o pasjach, o podróżach. Powiem Ci kim jestem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz